Witajcie,
za mną kolejny babski wypadzik:-) Ależ ja je ubóstwiam!
To czas tylko dla nas, okraszony mega dobrym humorem i garścią relaksu...bez obowiązków i problemów...całkowicie oderwany od codzienności...
Do tego pyszne jedzonko, odrobina wyskokowych bąbelków i byłyśmy w raju:-)
Oj tak tego mi trzeba było...
Tym razem wybrałyśmy się do Torunia.
Mimo, iż pogoda była iście barowa, udało nam się spędzić chwilę (czytaj: między masażem a pobytem w jacuzzi:-)) na starówce i nacieszyć oczy magicznym miejscem.
Miasteczko przeurocze i na pewno tam jeszcze wrócę.
Tak więc zapraszam na krótką relację do miasta Mikołaja Kopernika.
Wersja wieczorową porą
oraz sesja dzienna
Urokliwe kamienice...każda uliczka jest magiczna i godna zwiedzenia...
Obowiązkowy zakup czyli toruńskie pierniczki
Ja pierniczę, Ty pierniczysz....pamiętacie tę reklamę?:-)))
Słodkie serducha były przepyszne, palce lizać...
Po przywiezieniu smakołyków do domu cudem udało mi się skraść kilka na poczęstunek dla innych:-)
Odwiedziłyśmy nawet Muzeum Piernika!
Boska sprawa - lekcja historii w połączeniu z warsztatem pieczenia pierników, które otrzymałyśmy na pamiątkę
Fun miałyśmy większy od dzieciaczków:-)
Arcydzieła "hand-made", które zrobiły na mnie ogromne wrażenie.
Misternie zdobione słodkości podbiły moje serce!
Zapachniało przyprawami korzennymi i Świętami....
Buziaki!









